Nie jestem "Charlie" - Jan Klawiter
103
post-template-default,single,single-post,postid-103,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Nie jestem „Charlie”

Ostatnie wydarzenia w Paryżu, w których wymordowano wielu członków redakcji satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo”, spowodował lawinę dyskusji i wydarzeń pokazujących jakimi wartościami żyje świat. Istotnie, mamy obecnie 3 cywilizacje żyjące różnymi wartościami:

Cywilizację hedonistyczną, konsumpcyjną, która uzurpuje sobie prawa do niczym nieskrępowanej wolności. Potrafi ona kpić i znieważać świętości innych cywilizacji obrzydliwymi malowidłami, o których eufemistycznie mówi się, że są satyryczne. Elita tej cywilizacji nie zdaje sobie nawet sprawy (albo nie chce), że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się godność i wolność jego bliźniego. Elita tej cywilizacji nie tylko gardzi, ale czasem też nienawidzi swojego bliźniego. Oczywiście, formalnie mówi się o tzw. wolności.

Druga cywilizacja – Skrajny Islam, która również jest zamknięta na „obce” wartości i nie próbuje nawet konsekwentnie różnicować swojego stosunku do nich. Wszystkie wartości inne niż „swoje” stara się zniszczyć.

Trzecia cywilizacja, Chrześcijańska – często dość nieudolnie stara się pokazać i przekazać światu fundamentalne swoje wartości, jakimi są miłość do Boga i bliźniego. Wartości te powinny nas chrześcijan mocno dopingować do dawania świadectwa, do modlitwy i do aktywności w dziele pociągania świata ku dobremu Bogu. Idee konsumpcjonizmu niestety mocno nas zdeformowały i płyniemy z prądem. Dajemy sobie narzucić wartości cywilizacji hedonistycznej. Musimy pamiętać, że „złe drzewo” przyniesie „złe owoce”.

Przykro mi, że zginęło tak wiele osób w Paryżu, współczuję ich rodzinom. Pojawia się jednak we mnie pytanie zasadnicze: Jak powinienem reagować jako katolik na takie prowokacje i bezeceństwa, które robili członkowie redakcji „Charlie Hebdo”?

Na pewno powinienem się modlić, ale dokąd może się posunąć mój aktywny protest przeciw prowokacyjnej „wolności”, jaką reprezentowała załoga redakcji? Wydaje się, że sama werbalizacja dezaprobaty nie wystarczy.